To jest tak, że nawet o tym nie wiesz, czujesz tylko, że czegoś w życiu Ci brakuje. Jest jakieś takie puste miejsce, którego nic nie może zapełnić. Taka szara płachta pojawiająca się raz na jakiś czas mimo ciekawego kalendarza wypełnionego po brzegi lub domu pełnego ludzi. To puste miejsce raz na jakiś czas wychodzi, pokazuje się, ujawnia. Ono czeka…
Myśli, że czeka na nowego partnera lub partnerkę. Myśli, że czeka na nowa pracę, ciekawe podróże lub nieoczekiwane zwroty zdarzeń. A ono czeka na coś bardzo blisko.
Czekasz Kochanie na siebie
I chociaż to odkrycie może jeszcze Cię nie obudzić, może jeszcze ciarki nie pojawiają się na całym ciele, to ja już z wyprzedzeniem powiem Ci, że pewnego dnia nie tylko to odkryjesz, przeczytasz ale to poczujesz. Ten moment, kiedy wracając do siebie, czujesz się jak w najwspanialszym pokoju hotelowym, w którym wszystko jest zapewnione, widok piękny i room service zajrzy kiedy trzeba. Takie jest to miejsce. I jeżeli nawet czasem w nim jest trochę smutniej, bo różnie przecież bywa, to tam jest dobrze, bezpiecznie, wygodnie, u siebie. Takie to jest miejsce, które jest pełne, mimo że jesteś w nim w pojedynkę.
jeżeli czekasz ze szczęściem na potem to…
cały czas czekasz na siebie
O zaglądaniu do tego ekskluzywnego pokoju o nazwie ,,JA” potrafimy zapomnieć przez całe dni, miesiące, lata i nie przesadzę jak dorzucę ,,dekady”. Tak może być dlatego czytasz ten tekst, który przypomni Ci teraz, a może za jakiś czas, że…
Inspiracją do tego tekstu była rozmowa z jedną z moim Ambasadorek i wieloletnich podopiecznych. Rozmawiałyśmy o miłości i pojawiło się zdanie ,,mam dosyć czekania”, a ja na to nie wiem skąd i nie wiem dlaczego, ale z pełną pewnością musiałam powiedzieć ,,Kochanie, Ty czekasz na siebie”. I to był absolutny moment zwrotny. Nie tylko pojawiły się ciarki, ale wiele wiele więcej. To zdanie, prawdopodobnie długo buczące w Jej głowie, w końcu spowodowało odpuszczenie czekania i wylądowanie w tym pięknym pokoju… w sobie.
Przestając czekać na coś oddalonego, dajemy szansę na to aby zwrócić uwagę ku chwili obecnej, ku temu co już tu jest – ku SOBIE…
Dość zabawne, choć dla mnie wcale niezaskakujące było to, że po tym kilkutygodniowym prawdziwym wylądowaniu w swojej obecności i pełni, zaraz potem pojawił się ten jedyny . Przypadek? Nie sądzę. Tak to działa.
Jednak to nie jest tekst o manifestowanie poprzez sztuczkę z odwróceniem uwagi. To jest tekst o głębokim kontakcie ze swoją prawdą, ze swoim wnętrzem, ze swoim ,,ja jestem”. I może jestem poczochrana i po prostu piję herbatę po długim dniu, ale robię to inaczej… Nie skrollując Instagram, nie mieląc tysiące myśli o tym co jest do zrobienia. Jestem dla siebie, ze sobą, w ciszy lub nie. W tańcu łub spoczynku. Pięknie lub mniej. Ale JESTEM, pojawiam się cała w swoim życiu, taka jaka jestem, bez cenzury, z pełną zgodą na to co czuję i jak jest, Bez wypierania, zamalowywania, ulepszania. Jesteś taka jaka jesteś w swojej prawdzie i to jest zajebiste.
W małej wstawce dodam, że jeżeli trafiasz na ten tekst ,,przez przypadek” i nie znasz tej przestrzeni w całości to Light Healing House powstał właśnie po to – żeby przestać tęsknić za sobą, a zacząć być z tą jedyną taką postacią w stałym kontakcie. A dla wielu z Was… mentorów, psychologów, healerów – aby prowadzić innych na to spotkanie głęboko, prawdziwie i odpowiedzialnie.
Dodam jeszcze, że to miejsce potrafi być zapomniane przez przepiękne okoliczności. Możesz być we wspaniałym związku, mieć ekstra dzieci, fenomenalne życie i i karierę. Tyle piękna, które porywa Cię… od siebie. A nawet w najpiękniejszym scenariuszu potrzeba tego spotkania… Ono jest potrzebne jak tlen, jak woda, a nawet bardziej, bo Kochanie… to Twoja Dusza. Dlatego warto zawalczyć o nią jak lwica.
Miłe jest to, że na to spotkanie nie potrzebujesz nawet specjalnych okoliczności. Nie musisz nic aranżować, planować. Jedyne co trzeba to przesunięcie uwagi do wnętrza… może pod prysznicem, może przed snem. Jesteś naga, nagi.
Ty i Twoje marzenia, uczucia i sny.
Twoja prawda.
Jeden z niesamowitych filozofów- Jiddu Krishnamurti powiedział kiedyś coś w stylu, że lepiej jest być niesympatycznym w swojej prawdzie, niż miłym w zakłamaniu. I to jest to miejsce, w którym możesz swobodnie spotykać nie maskę, a prawdę. Możesz zdjąć to, co jeszcze osłania Cię przed tłumem i powiedzieć ,,sprawdzam”, wracam do prawdy, do siebie. Daje sobie prawo do wszystkiego co jest i daję sobie czułość. Wiesz jakie to mocne? Jakie piękne…
Jeżeli dzisiaj miałabym polecić Ci najpotężniejsze spotkanie świata to powiedziałabym… Sprawdź. Sprawdź co się stanie, kiedy opadniesz w sobie. Prawdziwie, delikatnie, w tym najdoskonalszym pokoju, który cały czas na Ciebie czeka…
Udanego spotkania… daj znać jak było w Twoim zaczarowanym pokoju 😉



0 komentarzy